← POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ

NIE ZGADZAM SIĘ logo

Sadzonki zamiast starych drzew

Miasto nie zamienia się w rozgrzaną pustynię z dnia na dzień. Dzieje się to powoli — drzewo po drzewie, skwer po skwerze, zieleń zamienia się na beton. Najpierw usuwa się stare drzewa. Później poszerza chodniki, przebudowuje jezdnie. Zieleń traktuje się jak przeszkodę, którą można przesunąć, ograniczyć albo wyciąć, jeśli tylko koliduje z następną „niezbędną” inwestycją.

Tak właśnie wygląda to w rejonie ulicy Piastowskiej w Krakowie — na obszarze od pokoleń kojarzonym z zielenią, wypoczynkiem, sportem i sąsiedztwem Błoń. W miejscu, które powinno być chronione ze szczególną troską, potrzeba inwestowania po raz kolejny okazuje się ważniejsza od wiedzy o zmianach klimatu, od jakości życia mieszkańców i elementarnej potrzeby zachowania dojrzałej roślinności.

Bo starego drzewa nie da się „zastąpić” nawet wieloma sadzonkami. Młode drzewko nie daje cienia, nie zatrzymuje pyłu, nie obniża temperatury i nie tworzy rozwiniętego ekosystemu. Na te funkcje trzeba czekać dziesiątki lat — o ile sadzonka w ogóle przetrwa w rozgrzanej, przesuszonej i zabetonowanej przestrzeni.

Ale kogo to obchodzi, poza mieszkańcami. Ale kogo obchodzą mieszkańcy? Urzędnikom wydaje się, że mieszkańcy muszą zadowolić się napisem wielkimi literami W ZAMIAN PLANOWANE SĄ NOWE NASADZENIA. Czy to myślenie życzeniowe urzędników przysłania im zdrowy rozsądek, bez którego wypisują wielkimi literami kit, który myślą, że mają prawo ludziom wciskać?

Dlaczego? Dla kogo? I za jaką cenę?

Gdzie w tym wszystkim jest Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie? Jaką rolę odgrywa Zarząd Dróg Miasta Krakowa? Dlaczego Urząd Miasta Krakowa na to pozwala.

Jeszcze więcej pytań budzą informacje o planowanej trasie tramwajowej wzdłuż ulicy Piastowskiej. Jaki jest cel tej inwestycji? Jakie potrzeby komunikacyjne ma ona zaspokajać? Dlaczego wcześniej przekonywano, że transport publiczny w tym rejonie nie cieszy się wystarczającym zainteresowaniem, skoro teraz rozważa się kolejną kosztowną ingerencję infrastrukturalną?

Tramwaj jadący wzdłuż Błoń bywa niemal pusty. Korzystają z niego między innymi zagraniczni goście zmierzający do hoteli, które powstały w miejscu dawnego, zabytkowego kompleksu sportowego i basenowego. Turyści nie wiedzą, co znajdowało się tam wcześniej. Nie wiedzą, co Kraków utracił. Widzą gotowe budynki, lecz nie pamiętają miejsca, które zniknęło, bo nie mieli okazji go poznać.

A krakowianie pamiętają.

Miasto nie należy wyłącznie do urzędników, projektantów ani inwestorów. Należy przede wszystkim do ludzi, którzy tutaj żyją — oddychają, odpoczywają, wychowują dzieci i starzeją się. To oni ponoszą codzienne konsekwencje decyzji podejmowanych zza biurek.

Kiedy więc nadejdzie następna fala upałów, nie będziemy pytali, dlaczego na ulicach nie ma czym oddychać i gdzie podział się cień. Wiemy, że odpowiedź znajduje się w decyzjach urzędników. Będzie widoczna w pustych miejscach po starych drzewach, w nagrzanym betonie.

Pytanie brzmi już nie tylko: dlaczego tak się dzieje?Pytanie brzmi: ile jeszcze Kraków musi stracić, zanim ktoś naprawdę zacznie słuchać jego mieszkańców?

Twój głos ma znaczenie!

Dołącz mieszkańców, którzy już wyrazili swój sprzeciw. Razem mamy siłę.

PODPISZ PETYCJĘ